Pierwsza galeria handlowa w Warszawie bliska upadku.

Nowy menedżer upadającego centrum handlowego Modo poprosił właścicieli sklepów odzieżowych o wystawienie na korytarze manekinów. w ten sposób liczył na to, że wesoło przyodziani statyści choć trochę ożywią centrum handlowe w którym zupełnie nie ma klientów. Zamiast kwitnącego handlu, przybywa tam pustych lokali, których właściciele mimo grożących im kar finansowych, uciekli.

Centrum handlowe świeci pustkami.

Otwarte niedawno bo zaledwie w październiku centrum handlowe Modo, które było głośno okrzyknięte modowym centrum stolicy, miało być tak elitarnym miejscem, że inwestor nie zgodził się na obecność w nim żadnych sklepów sieciowych. Odesłał z kwitkiem przedstawicieli takich marek jak: H&M, Zara czy CCC. Teraz gorzko żałuje, bo bez tych popularnych często nie ma tam zupełnie ruchu.

Nieudane plany.

Modo nie spełniło oczekiwań przedsiębiorców wynajmujących w nim lokale. Według wstępnych planów i przemyśleń w zasięgu godziny jazdy samochodem lub komunikacją miejską od centrum handlowego Modo znajdzie się około 3 miliony potencjalnych klientów. A Warszawa to przecież bogaty region naszego Państwa, ktory może pochwalić się wysokimi pensjami.W planach wszystko wyglądało wręcz wspaniale ale parkingi przed Modo świecą pustkami.

Koncepcja galerii handlowej Modo.

W Warszawskim centrum handlowym Modo domy mody zostały podzielone na trzy strefy: ART, BRAND i POP. W strefie ART zakupy zrobią klienci którzy oczekują indywidualnych rozwiązań i mody z najwyższej półki - w tej właśnie strefie znajdują się butiki takich projektantów jak Łukasz Jemioł, Paprocki&Brzozowski, Teresa Rosati czy też Natasha Pavluchenko. W strefie BRAND znajdziemy znane, lubiane marki takie jak Monnari, Bugatti, Baldowski, Wólczanka i Pierre Cardin. Natomiast w ostatniej strefie POP znajdziemy popularne marki typu: Ryłko, Mosquito, Caprice i Ochnik w bardzo atrakcyjnej cenie.

Brak możliwości ucieczki.

Wielu z wynajmujących lokal w galerii Modo przedsiębiorców chciałoby natychmiast zrezygnować z wynajęcia tego lokalu, jednak właściciel żąda zapłaty aż za 5 albo 3 lata – ponieważ na taki właśnie okres zawarto większość z umów najmu.